Jak wcześniej przygotować udostępnianie zdjęć ślubnych

#wesele#zdjecia#qr#przygotowania#goscie
P19 min czytania
Obraz okładki wpisu na blogu „Jak wcześniej przygotować udostępnianie zdjęć ślubnych”.

Trzy tygodnie przed ślubem ktoś pisze na grupie: "powinniśmy zrobić ten kod QR, żeby dostać zdjęcia od wszystkich". Trzy kciuki w górę, a potem dziewiętnaście dni ciszy. W czwartek przed ceremonią o 23:40 świadkowa googluje udostępnianie zdjęć ślubnych w łóżku, z niedokończonym planem stołów obok siebie.

Nawet tak zwykle kończy się dobrze. Ale dokładnie tak samo kod QR na zdjęcia ślubne ląduje na niewłaściwych drzwiach, a zamiast czterystu zdjęć przychodzi czterdzieści.

Nic z tego nie jest trudne. Nikt nie musi rozumieć serwerów, niczego instalować ani być rodzinnym informatykiem. Samo ustawienie zajmuje jakieś pięć minut. Te około dwóch godzin rozłożonych na dwa wieczory pochłonie wszystko dookoła: ustalenia z parą młodą, jedna próba na sucho, którą potem wyrzucisz, i druk karteczek.

Nudne przygotowanie to cały trik

Mama panny młodej skanuje kod, otwiera jej się ekran, którego się nie spodziewała, dochodzi do wniosku, że coś zepsuła, i dyskretnie chowa telefon do torebki. Albo przesyłanie rusza dopiero o północy, bo tak sam z siebie zaproponował formularz, i z całej ceremonii nie zostaje nic.

Próbę zrób na darmowym wydarzeniu. Zepsuj to tam, a nie przed setką gości.

Zanim pójdziemy dalej: to nie zastępuje fotografa. Dobry fotograf zrobi znacznie więcej niż ceremonię i portrety, i przyniesie kadry, na które gość z telefonem po prostu nie ma szans. Czego nie potrafi, to stać w dwóch miejscach naraz. Porwanie panny młodej to dokładnie ten przypadek: młodzi są w tej chwili w knajpie po drugiej stronie wsi, fotograf został na sali z resztą wesela, a zdjęcia z tego ma piętnaście osób, które przy tym były. Właśnie tę wąską lukę wypełniają zdjęcia od gości, a nie całą resztę wesela. Szczegółowo rozebraliśmy to w tekście czy kody QR do zdjęć ślubnych działają, więc ten artykuł zakłada, że już podjęłaś decyzję i chcesz to tylko ustawić bez nerwów.

Krok 1: Najpierw zrób sobie wesele na sucho

Otwórz Partoskę i zaloguj się mailem. Nie musisz wymyślać hasła, przyjdzie krótki kod i go przepiszesz. Dwie minuty.

Potem załóż wydarzenie. Formularz jest krótszy, niż się spodziewasz: nazwa i zaznaczenie, że regulamin został przeczytany. Terminy ustawia się dopiero potem, w zarządzaniu wydarzeniem. Nazwij je tak, żeby było jasne, że jest do wyrzucenia, na przykład "Test zdjęć, nie używać", żeby nikt później nie pomylił go z tym prawdziwym.

Wybierz pakiet Startowy. Jest za darmo, daje 25 MB miejsca, a wydarzenie żyje 7 dni, czyli mniej więcej dziesięć zdjęć z telefonu i tydzień na zabawę. Na prawdziwe wesele to raczej nie wystarczy, a na próbę jest w sam raz. Nic się nie płaci, nic się nie anuluje i samo znika.

Masz teraz żywe wydarzenie z kodem QR, linkiem z zaproszeniem i krótkim kodem liczbowym, które robią to samo.

Krok 2: Spróbuj to zepsuć

Tę część wszyscy pomijają, a przecież to cały powód, dla którego masz to darmowe wydarzenie.

Otwórz wydarzenie na laptopie, zostaw kod QR na ekranie i zeskanuj go własnym telefonem jak zwykły gość. Wgraj zdjęcie. Potem podaj telefon komuś, komu technika nie idzie, najlepiej komuś po sześćdziesiątce z telefonem, którego sam sobie nie wybierał, i pozwól mu zrobić to bez pomocy. Obserwuj, gdzie się zawaha. Całość zajmuje cztery minuty.

Sprawdź iPhone'a i Androida. Spróbuj aparatem w telefonie, a nie czytnikiem kodów QR. Wyślij link jednemu znajomemu wiadomością i sprawdź, czy otwiera się tam, gdzie ma. A jeśli wesele odbywa się w gospodarstwie, stodole albo w piwnicy, przejdź się dokładnie po tym pomieszczeniu i sprawdź, czy strona w ogóle się wczyta; śliczna wizytówka w piwnicy bez zasięgu jest dekoracją, a nie drogą do zdjęć.

Kiedy przez wgrywanie zdjęć przeklika się twój najmniej biegły technicznie krewny, poradzi sobie też pozostałych stu dziewiętnastu.

Pokaż to młodym, nie pytaj ich

Jeśli szykujesz to za młodą parę, nie wysyłaj im linku do cennika i pytania. Właśnie decydują między dwoma odcieniami tej samej serwetki i na kolejną decyzję nie mają już siły.

Wyślij im od razu to wydarzenie próbne. Jedna wiadomość: tu jest kod, zeskanuj, wgraj zdjęcie obiadu. Skanują, działa, ich obiad pojawia się w galerii i po pół minuty jest po sprawie.

Na wydarzeniu próbnym w porę załatwisz też niewygodne pytanie: czy przeszkadza im, że goście zobaczą zdjęcia innych? Jednym się to podoba, inni są przeciw, i to pięciominutowa rozmowa w sierpniu zamiast kłótni w samochodzie w drodze na ceremonię.

Krok 3: Załóż to prawdziwe

Nic nie kasuj, wydarzenie próbne niech spokojnie wygaśnie. Załóż drugie, z prawdziwą nazwą, datą i pakietem, który odpowiada prawdziwemu weselu. Potem przejdź przez ustawienia w zarządzaniu wydarzeniem, bo właśnie te cztery ustawienia decydują niemal o wszystkim.

Początek i koniec wgrywania

Obie daty przy wydarzeniu wyznaczają okno wgrywania, a nie życie galerii. Goście nie mogą nic dodać przed początkiem, a po końcu wgrywanie się zamyka, przy czym wszystko, co zebrane, zostaje do oglądania i do pobrania.

Otwórz okno wcześniej, niż wydaje ci się rozsądne. Poranek przed ślubem to jedne z najlepszych zdjęć całego dnia: nerwy przy ubieraniu, ciotka płacząca nad suknią, świadek prasujący koszulę o dziewiątej rano tak, że będzie to widać. Zacznij od śniadania, a nie od ceremonii.

I zamknij je później, niż wydaje ci się rozsądne. Zostaw dwa, trzy dni po weselu, bo mnóstwo gości przypomni sobie o aparacie w telefonie dopiero w niedzielę po południu na kanapie, żałując ostatnich trzech kieliszków. Ciebie jako organizatorkę okno nie ogranicza, wgrywać możesz kiedykolwiek.

Publiczne czy prywatne?

To ustawienie ludzie rozważają najdłużej, więc dokładnie, co która opcja robi.

Publiczne znaczy, że każdy z kodem QR albo linkiem jest w środku od razu. Może wgrywać i oglądać zdjęcia, bez konta i bez pytania. W zamian ufasz samemu kodowi, więc jego miejsce jest na stołach, a nie na Instagramie.

Prywatne znaczy, że każdy, kto zeskanuje, musi się zalogować i poprosić o dostęp, a ty zatwierdzasz go pojedynczo w Zarządzaniu gośćmi. Dopiero potem może wgrywać, oglądać i pobierać.

Pytają o to często, więc od razu: zatwierdzenie to jedne drzwi, a nie troje. Kto może wgrywać, może jednocześnie przejrzeć całą galerię i z niej pobierać, i dotyczy to wydarzeń publicznych i prywatnych. Nie ma trybu, w którym gość oddaje zdjęcia do skrzyni, do której sam nie zagląda. Jeśli to ma dla twojego wesela znaczenie, zdecyduj teraz i nie licz na to, że gdzieś jest na to przełącznik. Spory kawałek drogi załatwi za ciebie moderacja: dopóki ty albo moderator nie zatwierdzicie zdjęcia, inni go nie zobaczą, więc masz kawałek po kawałku pod kontrolą, co pojawia się w galerii. Nie zmieni to jednak faktu, że gość z kodem albo linkiem może przejrzeć wszystko, co już zostało zatwierdzone.

Na wesele wybierz publiczne. Wiem, że brzmi to jak wariant nieodpowiedzialny, ale spróbuj sobie wyobrazić, co prywatne wydarzenie znaczy w praktyce. Prośby cicho zbierają się w trakcie pierwszego tańca, a jedyny sposób, żeby je załatwić, to przypomnieć sobie w środku własnego wesela i otworzyć zarządzanie wydarzeniem. Gość, który stoi osiem metrów od ciebie, patrzy tymczasem na telefon z komunikatem, że czeka na zatwierdzenie, a przy setce gości takich drobnych decyzji jest sto, wszystkie na jednej osobie, która powinna tańczyć. Wizytówka jest tylko na sali, na sali są ludzie, których zaprosiłaś, a najgorsze, co przy wydarzeniu publicznym może się zdarzyć, to że zdjęcia z parkietu zobaczy znajomy znajomego. Przy prywatnym najgorszy wariant to brak zdjęć, bo jedenaście osób poddało się na ekranie logowania.

Prywatne ma sens tam, gdzie lista gości jest sednem sprawy: wydarzenia firmowe, wszystko z umowami albo dziećmi, ewentualnie wesele, na które ktoś konkretny naprawdę nie ma się dostać. Jeśli to twój przypadek, użyj go i zatwierdzanie powierz komuś innemu. Przełączyć da się to również później, więc jeśli przy wyborze między wydarzeniem publicznym a prywatnym się pomylisz, przełączenie na prywatne odetnie anonimowych gości.

Moderacja i moderator, którego masz sobie znaleźć

Moderacja to osobny przełącznik i działa tak samo przy wydarzeniu publicznym i prywatnym.

Zostaw ją wyłączoną, a zdjęcia pojawią się w galerii, gdy tylko dotrą. Włącz ją, a każde wgrane zdjęcie zostanie ukryte, dopóki ty albo moderator go nie zatwierdzicie; goście widzą przy tym swoje własne, więc nikt nie myśli, że wgrywanie się nie udało.

Większość wesel obejdzie się bez tego. Gości wybraliście sami. Jeśli jednak jej chcesz, ważniejsza jest druga część tej funkcji: prawo do moderowania możesz nadać gościowi, a on potem zatwierdza i kasuje zdjęcia za ciebie. Zrób moderatorem kuzyna, który lubi telefon i nie lubi tańczyć. Nie dawaj tego młodej parze, ona będzie miała dość roboty, i nie zostawiaj tego sobie, bo ty też będziesz jej mieć dość. Jeden haczyk, z którym trzeba się liczyć: na liście, z której wybierasz moderatora, pojawią się tylko goście, którzy się zalogowali. Kto dołączył anonimowo — a przy wydarzeniu publicznym to większość osób — nie da się awansować. Poproś więc kuzyna, żeby przy dołączaniu się zalogował.

Uczciwie mówiąc, moderacja zdjęć ślubnych to przede wszystkim kolejka, a kolejka potrzebuje kogoś, kto ją pilnuje. Kiedy nikt jej nie pilnuje, goście cały wieczór wgrywają w pustkę i widzą pustą galerię, co jest szybkim sposobem na to, żeby ich zniechęcić.

Ustaw limit, żeby albumu nie zjadł jeden wujek

Wydarzenie ma wspólną pojemność, a limit określa, ile z niej może ukroić jeden gość.

Kiedy go ustawisz, każdy gość dostanie tyle i ani trochę więcej; kiedy zostawisz pusty, obowiązuje zasada kto pierwszy, ten lepszy. Liczy się osobno dla każdego zalogowanego gościa i dla każdego anonimowego urządzenia, więc nie da się go ominąć, nie logując się, a ciebie jako organizatorki nie dotyczy.

Istnieje z powodu jednego konkretnego typu gościa: robi zdjęcia seriami i przez całe życie nie skasował ani jednego. Kiedy mu na to pozwolisz, wgra sześćdziesiąt niemal identycznych kadrów krojenia tortu i nie zostanie miejsca na ludzi, którzy o północy trafili jedno naprawdę udane. Kilkaset megabajtów na gościa zwykle spokojnie wystarcza, a zarządzanie wydarzeniem od razu pokaże, ile to mniej więcej zdjęć.

Krok 4: Kody QR, które nie wyglądają jak parking podziemny

Kod ma być widoczny tam, gdzie ludzie i tak trzymają telefon, i nigdzie indziej. Nikt nie wybierał półtora roku miejsca wesela po to, żeby wytapetować je czarno-białymi kwadracikami.

Partoska generuje do każdego wydarzenia wizytówki do druku, z kodem QR i linkiem, w dwóch układach. Pojedynczy to plakat A4. Układ Wizytówki daje na jednej kartce dziesięć małych wizytówek z liniami do cięcia i na wesele to właśnie ten jest właściwym wyborem.

Gdzie te małe wizytówki naprawdę pasują:

  • Na odwrocie winietek. Gość bierze swoją winietkę, odwraca ją i prośba jest dokładnie tam, gdzie siada i tak czy siak sięga po telefon. Najlepsza rada z całej listy.
  • Na odwrocie menu albo programu ceremonii.
  • Jedna do stojaczka na każdy stół, tego samego, w którym zwykle jest numer stołu.
  • Przy barze, gdzie ludzie czekają i tak czy owak patrzą w telefon.
  • Przy księdze gości, bo tam sentymentalna część towarzystwa już jest.
  • Na lustrze w łazience. Selfie w łazienkowym lustrze powstaną na każdym weselu, czy ktoś je zaplanował, czy nie, a wizytówka przy lustrze robi z nich motyw przewodni zamiast przypadku. Czasem stamtąd przychodzą najlepsze zdjęcia wieczoru.

Jeden plakat A4 przy wejściu albo przy stoliku z prezentami jest w porządku. I na tym koniec. Nie na ołtarz, nie do kościoła i zdecydowanie nie zalaminowane. Kiedy gość zauważy kod w ciągu wieczoru cztery razy w miejscach, na które i tak patrzył, to wystarczy; piąty zaczyna wyglądać jak reklama na cudzym weselu, co wobec przyjaciół jest dziwne.

Rodzicom obojga młodych daj wizytówkę do ręki, wydrukowaną tak samo jak pozostałe. To pokolenie woli, kiedy się mu coś poda, niż kiedy się mu o czymś opowie.

Gotowe wizytówki czy własne?

Wbudowane wyglądy pokrywają typowe style weselne. Jest Romantyczny, Złoty, Srebrny, Ogród i Las, plus kilka innych na imprezy i wydarzenia sportowe. Wybierasz wygląd i format papieru, w zależności od humoru drukarki włączasz albo wyłączasz tło i pobierasz PDF. Dziesięć minut i na większość wesel to zupełnie wystarcza.

Jeśli wesele ma własną identyfikację wizualną, zrób to porządnie. Kto rysował zaproszenia, ma już czcionki, kolory i papier, a dorzucenie małej wizytówki do istniejącego zlecenia drukarskiego to najtańsza dobra decyzja, jaka jest w zasięgu. Poproś o nią od razu razem z winietkami.

Istnieje też droga pośrednia, i ta jest dla nerdów. Skoro i tak pół dnia rozmawiasz z jakimś asystentem AI, Partoską da się przez niego sterować, a asystent potrafi zaprojektować własne wizytówki i stojaczki z kodem QR wprost z danych wydarzenia. Ten sposób opisuje artykuł zdjęcia z wydarzeń przez terminal i asystenta AI i jest całkowicie dobrowolny. Do druku i rozłożenia zwykłych wizytówek QR na stoły weselne mamy osobny poradnik: drukowane karty QR do zdjęć z wydarzenia.

Nie polegaj wyłącznie na wizytówkach

Kod QR, link z zaproszeniem i krótki kod wydarzenia to ten sam klucz w trzech wykonaniach. Otwierają to samo wydarzenie z tymi samymi prawami, więc nie ma znaczenia, czego gość użyje.

Jest to ważne dlatego, że wydrukowana wizytówka dotrze tylko do ludzi, którzy są na sali, patrzą akurat na stół i akurat z nikim nie rozmawiają. Nigdy nie trafi do ciotki, która wyszła o wpół do dziesiątej, do kolegi, który ma najlepsze zdjęcie wieczoru i pojechał do domu, zanim w ogóle zauważył wizytówki, ani do dwojga zaproszonych, którzy ostatecznie nie dotarli, ale mają zdjęcia z wieczoru przedślubnego.

Wykorzystaj więc kanał, którego przy tym weselu i tak używasz. Grupa na WhatsAppie istnieje od dawna, zaproszenia poszły mailem do ludzi, którzy żadnej takiej aplikacji nie mają, a pokolenie rodziców przeczyta SMS-a i zignoruje resztę. Wyślij link tam, gdzie dana grupa naprawdę go przeczyta.

Wyślij go dwa razy i to drugie przypomnienie jest ważniejsze. Dzień albo dwa wcześniej, żeby ludzie dotarli już wiedząc, że coś takiego jest. A potem znowu rano po weselu, kiedy wszyscy są w poziomie, w głowie im wciąż huczy i przeglądają zdjęcia, z którymi nie mają żadnego planu. Stamtąd bierze się duża część galerii, i również dlatego okno wgrywania ma być jeszcze otwarte.

Jedno zastrzeżenie, które wynika wprost z wyboru wydarzenia publicznego: tym kluczem jest link. Grupa, w której masz gości weselnych, jest w porządku. Publiczna relacja na Instagramie, gdzie w rogu zdjęcia widać kod QR, w porządku nie jest, bo kto ten kod odczyta, jest w środku. Trzymaj to w kanałach, w których lista gości już jest.

Jeden przycisk, który zabija wszystkie wydrukowane wizytówki

W zarządzaniu wydarzeniem jest Strefa niebezpieczna, a w niej opcja zresetowania linku z zaproszeniem. Robi dokładnie to, co mówi: obecny link przestaje działać, powstaje nowy i nie ma odwrotu.

Kod QR na twoich wizytówkach niesie w sobie właśnie ten link. Kiedy zresetujesz go po druku, każda wizytówka, którą wycięłaś i rozłożyłaś na dziewięćdziesięciu talerzach, prowadzi donikąd.

Więc: drukować dopiero po skończeniu ustawień, nie wcześniej. Jeden uzasadniony powód do resetu istnieje, i jest nim link, który wyciekł gdzieś publicznie; jeśli zdarzy się to przed weselem, resetujesz i drukujesz od nowa, co jest upierdliwe, ale da się przeżyć. Wcisnąć to dwa dni przed weselem z ciekawości, co też zrobi, oznacza ciąć dziewięćdziesiąt wizytówek jeszcze raz. A po weselu, kiedy będziesz mieć wszystko pobrane, reset jest z kolei eleganckim sposobem na zamknięcie galerii.

Gdzie to się realnie sypie

Zbieranie zdjęć od gości zawodzi w kilku przewidywalnych sytuacjach. Żadna z nich nie jest techniczna i wszystkim da się tanio zapobiec, kiedy się o nich wie.

Miejsce bez zasięgu. Wgrywanie potrzebuje transmisji danych, a stare kamienne budynki, piwnice, stodoły i połowa ładnych wiejskich gospodarstw są dla zasięgu komórkowego nieprzyjazne. Sprawdź to bezpośrednio w tym pomieszczeniu, połóż hasło do wi-fi na tym samym stole co wizytówki i zostaw okno wgrywania otwarte jeszcze na kilka dni. Większość gości i tak skanuje wieczorem, a wgrywa później, więc słaby zasięg raczej opóźni zdjęcia, niż je straci.

Nikt o tym nie wspomni. Wizytówki leżą na stołach, ślicznie wydrukowane i zupełnie niewidoczne dla ludzi, którzy rozmawiają z kimś, kogo nie widzieli sześć lat. Poproś tego, kto trzyma mikrofon, żeby powiedział o tym jedno zdanie; raz przed kolacją i raz, kiedy rusza taniec. Piętnaście sekund robi z wizytówek instrukcję zamiast dekoracji.

Wizytówka jest, a odczytać się nie da. Wydrukowana za mała, zalaminowana na połysk, który odbija każdą świeczkę na sali, odwrócona do dołu pod talerzykiem deserowym albo schowana za kompozycją, którą kwiaciarka przywiozła o czwartej po południu. Drukuj w rozmiarze, który daje szablon, laminowanie odpuść, a po nakryciu przejdź salę i sprawdź, czy wizytówki przetrwały.

Wszyscy czekają, kto zacznie. Pusta galeria potrafi zahamować wgrywanie zaskakująco skutecznie, bo nikt nie chce być pierwszy. Rozwiąż to, zanim goście dotrą: wgraj rano osiem albo dziesięć własnych zdjęć, z przygotowań i z pustej udekorowanej sali. Gość skanuje, coś tam już zastaje i się dołącza, zamiast zaczynać.

Krok 5: Pobierz zdjęcia, zanim wydarzenie wygaśnie

Wydarzenie ma datę wygaśnięcia i to co innego niż koniec wgrywania. Najpierw zamyka się wgrywanie, galeria zostaje dostępna, a w dniu wygaśnięcia zdjęcia przestają być dostępne. Kupując ulepszenie, można dni dodać w każdej chwili, nawet jeśli jesteś na końcu i wciąż nie jesteś gotowa.

Tę datę potraktuj poważnie, i nie tylko naszą. Każdej usłudze do zbierania zdjęć, tej włącznie, tyka jakiś zegar, a jedyna wersja twojego wesela, której nikt nie może wyłączyć, to kopia na własnym dysku. Traktuj galerię jak dostawczaka, a nie jak magazyn.

Nie zostanie to wyłącznie na twojej pamięci. Partoska wysyła ci przed wygaśnięciem codzienne przypomnienie mailem, co jest celowo trochę upierdliwe, bo ten drugi wariant jest gorszy. Więc w pierwszym tygodniu po weselu, dopóki masz rozpęd:

Otwórz wydarzenie, wejdź w sekcję Eksport zawartości i pobierz całą galerię jako ZIP w pełnej jakości. Kiedy nie chce ci się pobierać, wyślij zdjęcia od razu na Google Drive albo OneDrive z tego samego ekranu. Stamtąd zdjęcia wędrują tam, gdzie mieszka reszta rodzinnego archiwum: na NAS w szafie, na dysk w szufladzie albo do folderu, który twoja druga połowa w 2029 roku poukłada od nowa.

Zrób to, zanim zaczną przychodzić nasze maile, a nie z ich powodu. Ustaw sobie własne przypomnienie w kalendarzu na czwarty dzień po weselu, dopóki zdjęcia są jeszcze gorącym tematem, bo "kiedyś potem" to miejsce, w którym zdjęcia ślubne umierają, i jest to najczęstszy sposób, w jaki ludzie tracą kolekcję, którą szykowali cały wieczór. Młoda para może w dodatku oznaczyć w galerii ulubione i wyeksportować tylko je, co przydaje się przy wybieraniu zdjęć na podziękowania.

Zbieranie zdjęć z wesela ludzie traktują jak problem techniczny, a on nim prawie nigdy nie jest. Zdjęcia już istnieją, leżą na stu telefonach. Istotne są dwa pytania: czy ktoś dał im jasne miejsce, do którego należą, i czy potem ktoś zabrał je gdzieś na stałe? Ten sam bałagan co w tekście koniec zbierania zdjęć, tylko tutaj chodzi o więcej.

Ile to kosztuje?

Próba na sucho nie kosztuje nic. Pakiet Startowy jest darmowy, ma 25 MB, siedem dni i nie chce karty.

Prawdziwe wesele potrzebuje więcej niż miejsca na dziesięć zdjęć, więc to właściwe wydarzenie idzie na pakiet płatny, a ulepszenie można dokupić w każdej chwili, choćby w środku wydarzenia, kiedy zdjęć przybywa szybciej, niż się spodziewałaś. Aktualne liczby znajdziesz na stronie z cennikiem, a przegląd tego, co działa na różnych telefonach i komputerach, jest w funkcjach.

Próbę zrób dziś wieczorem

Zajmie dwadzieścia minut i nie kosztuje nic. Załóż wydarzenie testowe, zeskanuj własny kod, wgraj zdjęcie tego, co masz akurat przed sobą, a potem podaj telefon komuś innemu i patrz. Kiedy on sobie poradzi, masz tę trudną część za sobą, a wszystko inne w tym poradniku to już tylko wybranie terminów i pocięcie jednej kartki papieru.

Załóż wydarzenie za darmo

Ostatnia rzecz. Jeśli użyjesz tego na weselu i coś cię tego dnia zaskoczy, na dobre albo na złe, napisz nam o tym na stronie kontaktowej. Wesela potrafią rozbić oprogramowanie w niewiarygodnie pomysłowy sposób i wolimy usłyszeć to od ciebie, niż zgadywać.

Częste pytania

Z jakim wyprzedzeniem mam przygotować udostępnianie zdjęć ślubnych?
Dwa do trzech tygodni wystarczą z zapasem. Najpierw darmowe wydarzenie próbne, potem niech przetestuje je młoda para, a dopiero potem załóż to prawdziwe i drukuj wizytówki, kiedy ustawienia będą gotowe. Wieczór wcześniej też się da, tylko tracisz próbę, a to właśnie ona wyłapuje problemy.

Czy mogę to wypróbować za darmo, zanim zamówię na wesele?
Tak. Pakiet Startowy daje 25 MB na siedem dni, czyli mniej więcej dziesięć zdjęć, i do przejścia całej procedury na kilku różnych telefonach spokojnie wystarcza. Załóż na to osobne wydarzenie do wyrzucenia, a nie to prawdziwe.

Galeria ślubna ma być publiczna czy prywatna?
Na wesele publiczna. Każdy z wizytówką może od razu wgrywać i oglądać, bez konta i bez zatwierdzania, a tego właśnie potrzebujesz, kiedy sto osób skanuje w ciągu jednej godziny. Prywatną wybierz, kiedy naprawdę trzeba pilnować, kto dostanie się do środka, i zatwierdzanie powierz komuś innemu niż młodej parze.

Kiedy zatwierdzę gościa, zobaczy i pobierze też zdjęcia innych?
Tak. Prawo do wgrywania i prawo do oglądania to jedno i to samo, więc kto może dodawać zdjęcia, może przejrzeć całą galerię i z niej pobierać. Dotyczy to wydarzeń publicznych i prywatnych. Sporą część obaw rozwiązuje moderacja, bo dopóki ty albo moderator nie zatwierdzicie zdjęcia, inni go nie zobaczą, więc pilnujesz, co pojawia się w galerii. Trybu "tylko wgrać i nie widzieć innych" to jednak z tego na razie nie zrobi.

Czy goście muszą coś instalować albo zakładać konto?
Nie. Skanują kod, otwiera im się strona w przeglądarce i wgrywają. Konto potrzebne jest tej osobie, która zakłada wydarzenie, czyli tobie, a potem każdemu gościowi, który chce pobrać galerię jako ZIP albo wysłać ją do chmury. Do wgrywania i oglądania nikt go nie potrzebuje.

Czy kod QR zastąpi fotografa ślubnego?
Nie i nawet nie ma się o to starać. Fotograf ogarnie ceremonię, portrety i wszystko, gdzie we właściwej sekundzie musi stać we właściwym miejscu ktoś, kto się na tym zna. Zdjęcia od gości dodadzą to, co działo się, kiedy fotograf był gdzie indziej: stoły, przestrzeń przed salą, porwanie panny młodej i korytarz o wpół do pierwszej.

Gdzie na weselu umieścić kody QR?
Na odwrocie winietek, przy barze, jedną wizytówkę do stojaczka na każdy stół, przy księdze gości i jedną na lustrze w łazience ze względu na selfie, które i tak powstaną. Jeden plakat A4 przy wejściu wystarczy. Kilka małych wizytówek rozłożonych po sali działa lepiej niż jeden duży plakat, a cztery zauważenia w ciągu wieczoru spokojnie wystarczą.

Co się stanie, kiedy zresetuję link z zaproszeniem po druku?
Wszystkie wydrukowane kody QR przestaną działać i nie da się tego cofnąć. Link resetuj tylko wtedy, kiedy wyciekł gdzieś publicznie, ewentualnie po weselu, kiedy chcesz zamknąć galerię. Wizytówki drukuj dopiero przy gotowych ustawieniach.

Czy mogę wysłać link na grupę zamiast kodu QR?
Możesz i powinnaś zrobić jedno i drugie. Kod QR, link i kod wydarzenia otwierają to samo wydarzenie, więc wizytówki rozłóż po sali, a link wyślij na grupę weselną, mailem albo SMS-em tym, którzy komunikatorów nie używają. Powtórz go rano po weselu, kiedy większość ludzi przegląda zdjęcia. Trzymaj się kanałów, w których gości weselnych już masz, i nie wysyłaj go na profile publiczne.

Kiedy muszę pobrać zdjęcia?
Przed datą wygaśnięcia wydarzenia, która jest inna niż data końca wgrywania. Pobierz ZIP w pełnej jakości albo wyślij zdjęcia na Google Drive czy OneDrive w ciągu tygodnia po weselu, a kiedy potrzebujesz więcej czasu, dokup dni.